Biznesowy Pazur

Wielkim przyjacielem o. Wenantego był św. Maksymilian Maria Kolbe, niezwykły zakonnik, który chciał zdobyć cały świat dla Maryi. O św. Maksymilianie nie wspominają na żadnych studiach ekonomicznych, nie ma o nim zbyt wiele w programie amerykańskich studiów manedżerskich typu Executive MBA. Jego sposobu zarządzania i podejmowania decyzji nie uczą na żadnych kursach, a to przecież on stworzył na początku XX w. w czasach największego kryzysu gospodarczego i szalejącej inflacji „Rycerza Niepokalanej”, czasopismo, które stało się w krótkim czasie jedną z najważniejszych gazet w przedwojennej Polsce. Pierwszy numer miesięcznika ukazał się w styczniu 1922 r. w nakładzie 5.000 egzemplarzy.

Św. Maksymilian nie miał wątpliwości, że udało się to wyłącznie dzięki wstawiennictwu śp. o. Wenantego Katarzyńca. Ale to nie było ostatnie słowo pokornych franciszkanów, bo w 1927 “Rycerz” osiągnął nakład 70.000, w 1933 – 680.000, a w latach 1938–1939 sięgał zaś miliona egzemplarzy. Które czasopismo dziś, w czasach relatywnego dobrobytu może choć zbliżyć się do tego wyniku?

Przecież to św. Maksymilian, nie znając ani języka japońskiego, ani realiów Japonii, założył w 1930 r. w Nagasaki japońską edycję „Rycerza Niepokalanej”, którą nazwał „Seibo no Kishi” (czyli „Rycerz Maryi-bez-grzechu”). Miesięcznik ten był pierwszym japońskim czasopismem katolickim. W 1935 wychodził w nakładzie 70.000 egzemplarzy.

To wreszcie św. Maksymilian w 1927 r. w szczerym polu w oddalonym od Warszawy o 42 km Niepokalanowie zbudował najliczniejszy wówczas klasztor w Europie. W 1939 roku mieszkało w nim 762 zakonników – w pełni oddanych Maryi – natomiast sam Niepokalanów stanowił duży ośrodek wydawniczy pism religijnych w Polsce. Wydawnictwo zużywało rocznie ok. 1 600 ton papieru na prawie 60.000.000 egzemplarzy drukowanych tu czasopism.

“Małe rzeczy z wielką miłością czyń”
Święty Maksymilian nie miał żadnego formalnego przygotowania biznesowego. Jako dziecko wraz z braćmi obserwował, jak prowadzony przez rodziców sklep bankrutuje, a rodzina zostaje z długami. Jak to się stało, że jego dzieła były realizowane aż z takim rozmachem?

„Małe rzeczy z wielką czyń miłością. Największe źródło zasług. Patrz na cel. Mała rzecz często jest przyczyną, choć nieznaną, wielkich rzeczy: dobra – dobrych, zła – złych” – uczył święty. Realizacja celu zawsze składa się z wielu małych kroków. Mogą to być kroki chwiejne, do tyłu albo też na boki – wtedy cel nie zostaje zrealizowany. Pozostanie co najwyżej mglistym mirażem. Święty Maksymilian jak mało kto rozumiał, że cel i droga do jego realizacji są ważne.

Nawet najpiękniejszy, najwznioślejszy cel, potrzebuje małych rzeczy, które same w sobie będą już zapowiedzią realizacji celu nadrzędnego. Dlatego nie dziwią słowa: „Małe rzeczy z wielką czyń miłością” – bo właśnie w nich kryje się tajemnica wielkich dokonań Maksymiliana.

Nie, nie chodzi tu o ślepy aktywizm, kiedy celem jest działanie dla samego działania. Jest to pułapka, w którą wpada bardzo wielu katolików, którzy nie potrafią spojrzeć na siebie z perspektywy i pędzą na oślep od jednej sprawy do następnej, od jednego spotkania do kolejnego i choć robią bardzo wiele, to tak naprawdę kręcą się w kółko.

Maksymilian bardzo szybko odkrywa, że celem wszystkich jego działań jest pozyskiwanie dusz ludzkich dla Bogarodzicy, a najskuteczniejszym sposobem zrealizowania tego celu – modlitwa przez wstawiennictwo Niepokalanego Serca Maryi. Będąc w Japonii, tak podsumował cel wszystkich swoich działań: „Wprowadzić Niepokalaną do serc ludzkich, aby Ona wystawiła w nich tron Synowi swemu i doprowadziła je do Jego poznania, zapalając je miłością ku Najświętszemu Jego Sercu”.